1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Prasa

Komentarze prasy niemieckiej, czwartek, 29 lipca 2010

Jak długo Turcja ma jeszcze czekać? Kto jest winien tragedii na Paradzie Miłości? - to pytania absorbujące niemieckim komentatorów.

Z czołówek gazet nie schodzi temat tragedii na Love Parade.

Frankfurter Rundschau pisze: "Tak zwane czynniki odpowiedzialne odrzucają wzięcie winy na siebie. Ale spoczywa ona na ich barkach, ponieważ nie potrafili poradzić sobie z zadaniem, którego się podjęli. Lecz obronne wały, jakie wokół siebie wznieśli, kiedyś puszczą. Z każdym ujawnianym szczegółem, który prezentują władze śledcze, coraz wyraźniej będzie widać, gdzie zapadły centralne, błędne decyzje”.

Heilbronner Stimme zaznacza, że "Ujawniane są wewnętrzne protokoły, przedłożono pierwszy raport śledczy. Ale nic jeszcze nie zostało wyjaśnione. Rozpoczęła się tylko nowa runda wzajemnych oskarżeń ze strony organizatorów, władz miejskich i policji. Dla rodzin 21 ofiar śmiertelnych i ponad 500 osób rannych ta gra w "Czarnego Piotrusia" jest z prawnego punktu widzenia zrozumiała, lecz z czysto ludzkiej perspektywy - pozbawiona godności. Byłoby już zadziwiające, gdyby na koniec nie okazało się, że wszyscy popełnili błędy w planowaniu imprezy, wydaniu na nią zezwolenia i realizacji. Musi to jednak mieć konsekwencje: dla winnych od strony prawnej i odpowiedzialnych od strony politycznej".

Minister Westerwelle z wizytą w Turcji

Niemieckie gazety komentują też wizytę szefa niemieckiej dyplomacji w Ankarze.

Sueddeutsche Zeitung pisze, że "W Turcji zwykło się suto raczyć gości słodyczami. Dlatego nie jest właściwie przyjęte, żeby goście przywozili słodycze sami. Nowy premier brytyjski Cameron jednak tak uczynił i karmił Turków słodkimi obietnicami, jakich nie słyszało się już od dawna z ust innych europejskich mężów stanu. Z mniejszą namiętnością o akcesji Turcji do Unii mówił natomiast kilka godzin później szef niemieckiej dyplomacji Westerwelle stąpając po tureckiej ziemi. Nic dziwnego, bo wewnątrz berlińskiej chadecko-liberalnej koalicji rządowej zdania na ten temat są wyraźnie podzielone. Ten podział przebiega jednak przez całą Europę, tak więc nic dziwnego, że trwające od 5 lat negocjacje akcesyjne Turcji nie przynoszą żadnego rezultatu”.

Die Tagespost z Wuerzburga zauważa, że "kto dziś opowiada się za przyśpieszeniem przyjęcia Turcji do UE, ten nie ma chyba pojęcia o sytuacji w tym kraju i w samej Unii. Kto jest za wydłużaniem w nieskończoność tych negocjacji, ten ryzykuje tym, że Ankara, po dziesięcioleciach poniżającej krytyki, będzie coraz bardziej poirytowana i że utraci się w niej ważnego partnera. Z której strony by nie patrzeć: jeżeli Europa chciałaby, aby Turcja pozostała na dłuższą metę stabilnym sąsiadem, partnerem i przyjacielem, a leży to w interesie naszego pokoju i dobrobytu, ten musi przedstawić jej wkrótce alternatywy do pełnego członkostwa”.

Landeszeitung z Lueneburga pisze, że "Jasne było, iż minister Westerwelle, za plecami kanclerz Merkel nie będzie mógł przedstawić Turcji jakiejś wspaniałej perspektywy wejścia do UE. Spojrzawszy trzeźwo, zdaje się, że Ankara też już nie życzy sobie wcale takiej perspektywy. Dość ma już antychambrowania w salonach Unii od 23 lat. Jedyna islamska demokracja odwraca się od Zachodu i zwraca ku Wschodowi. Fakt, że Europa zaprzepaszcza tę historyczną okazję łączyć będzie się zawsze z nazwiskami Merkel i Sarkozy. "Uprzywilejowane partnerstwo", za jakim zawsze opowiadała się kanclerz Merkel, spełniło swój utajony cel: europejski klub chrześcijański pozostanie we własnym gronie. Ze wszystkimi skutkami ubocznymi, które ukazują, jak wielka była szansa, którą zaprzepaszczono. Turcja przybierze nową tożsamość, zbliży się do terrorystycznej organizacji Hamas i do ojców chrzestnych terroru w Teheranie”.

dpa / Małgorzata Matzke

red. odp. Bartosz Dudek

Więcej z tej kategorii