Mieszkańcy dawnych demoludów mają szczególny sentyment do samochodów, jakimi jeździło się za komuny. W Berlinie pielęgnuje się w szczególny sposób kult Trabanta.
"Trabant 601"- charakterystyczna sylwetka i brzmienie
Na Trabanta w NRD trzeba było latami czekać, bo z taśm produkcyjnych zeszło ich tylko 3 miliony. Do dziś zarejestrowanych jest jeszcze 50 tysięcy, ale do niektórych niemieckich miast nie mają one w ogóle prawa wjazdu - jako dwutakty zbytnio zanieczyszczają powietrze. Po centrum Berlina nie wolno im w ogóle jeździć, ale okazuje się, że od każdej reguły są odstępstwa, tym bardziej, jeżeli służą one uatrakcyjnieniu miasta dla turystów.
Od kilku lat pozwolenie na eksploatację tych aut ma firma organizująca tak zwane Safari Trabantów
Szczyt enerdowskich marzeń: Trabant i domek na działce
Plastik z bawełny i żywicy
Dwutakty rozpoznaje się już z daleka po charakterystycznym brzmieniu silnika, z rury wydechowej wylatuje obłok błękitno-smrodliwych spalin. Kto postuka w karoserię, ten od razu zorientuje się, że to nie metal. "Karoseria trabantów robiona była z duroplastu - było tworzywo z bawełny importowanej z ZSRR utrwalane żywicznym lepikiem i zapiekane. Tak powstawały lekkie, trwałe karoserie" - wyjaśnia Frank organizujące trabantowe safari.
Wziąć udział może w nim każdy posiadacz prawa jazdy po oswojeniu się z obsługą tego szczególnego samochodu.
"Ważne jest, żeby na początku sprawdzić hamulce, bo są one bez wspomagania. To bardzo staromodny samochód, do którego trzeba się przyzwyczaić" - ostrzega Christina, zasiadająca za kierownica Trabanta-pilota. - "Kto zawsze jeździł tylko zachodnimi samochodami, ten musi się przestawić."
Biegi zmienia się na przykład dźwignią znajdującą się pod kierownicą, którą trzeba jednocześnie kręcić i przesuwać.
"Typowym błędem jest ruszanie na trzecim biegu. Jeżeli auto nie chce dobrze ruszyć z miejsca - to oznacza, że ma się włączony trzeci bieg. Na oko nie od razu to widać."
Ostalgiczna przejażdżka
Dla niektórych "Trabi" to kult...
Turyści i fani trabantów mają do wyboru kilka tras przejazdu: klasyczną trasę po zachodnim albo wschodnim Berlinie. Jeżeli jest się większą grupę można zrobić całe samochodowe corso, albo wziąć udział w zawodach
"Jedną z dyscyplin zawodów jest jazda na czas slalomem wokół gumowych kołpaków, otwieranie maski, tankowanie paliwa oraz precyzyjne hamowanie przed przeszkodą."
Para turystów z okolic Lueneburga w północnych Niemczech: Brigitte i Joachim zafundowała sobie przejażdżkę po ulicach Berlina z przewodnikiem. Christina jedzie w samochodzie przed nimi i objaśnia mijane po drodze atrakcje. Trasa prowadzi koło nowej ambasady amerykańskiej, która otwarta została latem ubiegłego roku. Powróciła ona na dawne miejsce, na którym stała przed wojną - tuż koło Bramy Brandenburskiej. Dalej trasa prowadzi koło Reichstagu, wzdłuż nabrzeży Szprewy, koło nowego Dworca Głównego. Przejażdżka trwa półtorej godziny i na jej zakończenie dostaje się licencję kierowcy trabanta - a wszystkie te atrakcje za 40 euro od osoby.
Po upadku Muru na ulicach Zachodniego Berlina pojawiły się dwutakty.
Turystyka górą nad ekologią
Nie wiadomo, jak długo Trabanty będą jeszcze mogły jeździć po Berlinie, bo od roku do centrum miasta wpuszcza się tylko samochody o niskiej emisji zanieczyszczeń. Ale ponieważ safari trabantów jest w stolicy nie lada atrakcją turystyczną - koncesja pozostanie jeszcze kilka lat w mocy.
Podobna możliwość zwiedzania miasta oferowana jest także w Dreźnie.